Aktualności

 

W tym roku wiosna z wyjątkowym oporem zbliżała się do Polski. Wszystko wskazywało na to, iż nie będzie to zielona eksplozja ciepła a raczej dłużące się poranki, w oczekiwaniu na pojawienie się słońca. W takich okolicznościach zdecydowaliśmy się jednak rozpocząc sezon żeglarski. Z początku z niepokojem przyglądałam się jak morzem targa sztorm. Perspektywa nie była optymistyczne. A przy tym wahania temperatury między -3 a +2 stopnie Celcjusza. Ale nie było odwrotu. Uzbrojona po zęby w niezliczoną ilośc warstw ciepłego odzienia wypłynęłam z przyjaciółmi na poszukiwanie wiosny. .. Przyszła, w niedzielę i została. Nie tylko na niebie ale i w naszych kojach, na pokładzie jachtu i na pewno w naszych sercach. Kiedyś, mój przyjaciel powiedział mi "Zakochaj się na wiosnę" - polecam. Wspaniały pomysł na resztę roku. Przesyłam dziś ciepłe promienie wiosennego słońca znad zatoki z widokiem na słoneczną przyszłośc. :)

Jak każdego dnia, na dzień dobry witam się uśmiechem i słońcem. Plaża tuż obok. Nie ważne, że zima. To nadal wielkie okno na piękny horyzont. Za nim czai się na pewno jakaś przygoda. Może jeszcze nie zaplanowana ale czują jak wraz z coraz dłuższym dniem zbliża się do mojej plaży. Nie chcę zgadywać czy będzie to pokład jachtu, długo oczekiwana wizyta przyjaciół, spakowany plecak z jakimś cudownym miejscem wypisanym na bilecie lotniczym... Nie wiem ale jestem przygotowana.

Ostatnio zabrałam moich wiernych słuchaczy Klubu Podróżników, na wyprawę do świata Majów, Azteków, Tolteków. W magiczne bezkresy meksykańskiej dżungli, do której wiodła nas kręta ścieżka gwatemalskich bezdroży. I to lubię. Jakiś mały zarys czegoś co potem objawia się kolejną wyprawą życia. Są miejsca, do których można wracać bez końca. Miejsca tajemne. Miejsca bohaterów antycznej astronomii, matematyki, sportu. Tego, czym my dziś jesteśmy. Spadkobiercami tamtych czasów. Jedźmy w tamte miejsca. Jest ich na tyle wiele, że podróż najlepiej zacząć od razu. Powodzenia na szlaku :)

 

Mieszkając nad morzem nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo uzależnię się od spoglądania za okno, sprawdzając stan morza, patrząc na wędrujące chmury na niebie, łapiąc każdy rozgrzewający promień słońca. To wciąga:) ale i pozytywnie nakręca do robienia rzeczy zupełnie innych nich dotychczas. Siedząc na Nabrzeżu Francuskim stajesz się częścią historii polskiej emigracji, która w tysiącach ludzkich istnień podążała za głosem wolności czy szansy na lepsze jutro na pokładzie Batorego, Piłsudskiego – naszych sławnych liniowców. Patrzysz jak tuż obok ciebie przepływają wieżowce załadowane wszelkim rodzajem surowców, drzewem itp., wciskają się w ciasne doki, cumując do licznych kei. To całkowicie inna odsłona Gdyni, trochę przemysłowa ale też będąca nieodłącznym elementem morskiego krajobrazu tego miasta. Serce gdyńskiej stoczni. Chociaż to serce można zostawić w wielu innych miejscach, a już na pewno w porcie jachtowym, gdzie zdarza mi się spędzać najwięcej czasu. Jak tylko można postawić jakiś żagiel i ruszyć na zatokę, jestem tam. I tu niezmiennie od pogody, wiatru, stanu morza Was zapraszam... aby wypłynąć poza horyzont:)

Początek roku był wyjątkowo wymagający pogodowo, zwłaszcza na morzu. Patrząc niejednokrotnie na jego horyzont wyobrażałam sobie, że gdzieś musi byc słońce, dużo słońca.. Na początek znalazłam je w pięknych zimowych krajobrazach malowniczych okolic Zwierzyńca. Geograficzny kulig jak zawsze okazał się wyjątkowym antidotum na zimową chandrę. Potem ciepłe promienie zagościły na piaskach gdyńskiej plaży. Ale niezmiennie było jednak dziwnie zimno, a tęsknota za latem rosła w siłę. Dałam za wygraną. Lot z Gdańska na Maltę to tylko niecałe sto zł w jedną stronę. Nie zastanawiałam się długo. Grono chętnym powiększyło się o sprawdzonych w realizacji nietuzinkowych pomysłów motocyklistów. Sama wyprawa to już zupełnie inna historia dośc iż ten krótki acz wyjątkowo napięty plan zaczął przynosic nieplanowane przygody jeszcze na długo przed właściwym lotem do raju. Ale to chyba właśnie te nieprzewidziane okoliczności zazwyczaj nadają kolorytu każdej z podróży. Dlatego zachęcam do korzystania z każdego wolnego dnia, który może stac się początkiem niezwykłej, ekscytującej przygody życia. Powodzenia:)

Kolejny sztorm na Bałtyku. Spoglądam z okna na rosnące fale. Białe grzywy morskiej piany rozbryzgują się o falochron. Widok wyjątkowo piękny i przerażający zarazem. Przez chwilę zastanowiłam się ile sztormów za mną, na pełnym morzu, na oceanie... Nie zliczę ale za każdym razem jak wypływam mam świadomość, że przyjdzie i będzie panował na naszym jachtem. Tak jak czasami przydarzy się w życiu. Doświadczona, czasami nieznośną żeglugą wiem że w końcu minie. I rzeczywiście. Ostatni podmuch wiatru, ostatnia uciążliwa fala odsłania gładką taflę wody, słońce rozgrzewa zmarznięte palce... wygląda to jak wstęp do kolejnej wyprawy:), bo rzeczywiście tak było w tym roku na Morzu Północnym, ale to inna opowieść. Gdynia – to miejsce gdzie powstaje nowa historia, tworzona z przyjaciółmi, statkami stojącymi na redzie w oczekiwaniu wejścia do portu, z ciepłym piaskiem niemal prywatnej plaży i urzekającym widokiem z okna na niczym nie zakryty, bezkresny horyzont. Jestem w miejscu pełnym magii, do którego zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę na odkrywanie tajemnic zwykłego dnia nad morzem:)

 

Po raz kolejny nie potrafię wytłumaczyć gdzie zgubiłam ten czas od ostatnich doniesień. A przecież tyle się wydarzyło. A może po prostu za dużo i nie wiedziałam o czym i kiedy napisać..?  Już samo lato było zupełnie zaskakujące, chyba najbardziej tym, że mogłam poczuć powiew morskiej bryzy wprost z okna własnego mieszkanka na skraju rezerwatu na Kępie redłowskiej w Gdyni. I choć minęło od tego momentu już kilka miesięcy to każdy poranek jest zupełnie jak ten pierwszy. Zaskakujący, tajemniczy, zapowiadający zupełnie nieoczekiwane wydarzenia. A tych nie brakuje. Z powodzeniem udało nam się zorganizować wspaniałą niespodziankę 1 czerwca dla Dzieci z Rodzinnych domów dziecka. Mnóstwo ciepłych uśmiechów, radości i uścisków sprawiło, że ten z początku pochmurny dzień kończył się długim, gorącym rozstaniem i obietnicą spotkania w przyszłym roku. Nie mogło zabraknąć słonecznych Mazur, festiwalu Sztukmistrzów, Święta Cydru, Nocy kultury i filmowych wieczorów, nowych muzycznych brzmień, kolorowych jarmarków na Jagiellońskim targu… i wiele, wiele innych niezwykłości, gdzieś pomiędzy Lublinem a Gdynią. Jak zwykle obiecuję sobie nadrobienie zaległości zwłaszcza w galerii i postaram się dotrzymać słowa. Tak czy inaczej nie umiem i chyba nie chcę się zatrzymać w jakimś jednym miejscu. Dzięki temu mogę Was gdzieś spotkać, tam gdzie nie planuję i gdzie takie spotkanie sprawiają mi najwięcej przyjemności. Zatem do zobaczenia nie tylko tu ale i tam. Ściskam gorąco:)